Narciarska porażka w Salt Lake City
Hmmm. Moi rodzice twierdzą, że byli w Salt Lake City wielokrotnie (w tym raz ze mną w brzuchu u mamy podobno) i
za każdym razem pogoda była wyśmienita. Tym razem pogoda zdecydowanie nie dopisała. Byliśmy w Salt Lake City w piątkę: mama,
tata, babcia Ela, ciocia Marta i ja. Z dziesięciu dni pobytu rodzice pojeździli dwa pełne dni oraz dwukrotnie po pół dnia.
W pozostałe dni padał śnieg, wyciągi były zamknięte z powodu silnego wiatru, lub panował tak siarczysty mróz, że aż strach było
wychodzić na zewnątrz.
Narciarska porażka nie polegała więc na nieumiejętnym jeżdżeniu na nartach, tylko na absolutnym braku pogody na owe jeżdżenie.
Rodzice byli bardzo zniesmaczeni.
Ciocia Marta przypomina sobie, jak się jeździ na nartach. Mama mówi, że w tym miejscu będę się uczyć jeździć na nartach,
ale to jeszcze za chwilę. W tym roku na pewno nie, być może w przyszłym (2005).
Co tam się dzieje za oknem? Mama mówi, że to śnieg pada.
Zastanawiam się, jak woda przeobraża się w takie śliczne gwiazdki i dlaczego nie można ich chwycić rękami (bo znikają!).
Tata mówi, że gwiazdki znikają, bo śnieg się topi pod wpływem ciepła z mojej ręki. Naprawdę??
Z braku lepszych pomysłów zwiedzamy Salt Lake City. Od lewej ja u mamy, ciocia Marta i babcia Ela.
A co to za dziewczynka?
W Nowy Rok (2004) wybraliśmy się zwiedzać Park Narodowy Arches. Jest tam wiele naturalnychm łuków skalnych powstałych na skutek
erozji gruntu. Mój tata, ciocia Marta i babcia Ela poszli zobaczyć Delikatny Łuk (
Delicate Arch). Ja zostałam z mamą, bo ścieżka była niebezpiecznie oblodzona. Za to oglądnęłyśmy sobie dokładnie petroglify, które pozostawili indianie z plemienia Ute.
Widzicie, jak ładnie skręcam na nartach! W tak młodym wieku!
Odwiedziliśmy obiekty olimpijskie w Salt Lake City, w tym skocznię, gdzie dwa lata temu Małysz wywalczył dwa medale dla
Polski.
W tej chwili jest około -15 stopni Celsjusza, a jezioro wcale nie jest zamarznięte. Woda w nim jest bardzo mocno słona, bardziej zasolone jest tylko Morze Martwe (tata się chwali, że się kąpał w Morzu Martwym i faktycznie było bardzo słone).
Tak naprawdę to wyspa w tle nazywa się
Antelope Island, a nie Wyspa Bizonów, ale co mi tam. Bizony były tam podobno od dawna, a antylopy sprowadzono dopiero parę lat temu. Nie udało się nam zresztą zobaczyć antylopy, a za to bizonów widzieliśmy kilka.
Powrót do strony głównej