Zrobiło się na tyle ciepło, że zażądałam od rodziców wyprawy nad morze.
No, może nie aż tak do końca "zażądałam", ale ponieważ w trakcie jazdy samochodem
nie marudziłam, to dało rodzicom do zrozumienia, że chętnie się z Atlanty wyrwałam.
Babcia Ela również z nami pojechała. Babcia już niedługo będzie wracać do domu. Będę
za nią tęsknić!
Pojechaliśmy na weekend do Pensacoli w stanie Floryda. To niedaleko od Atlanty, tylko
jakieś 500 kilometrów, ale za to całą drogę po autostradach. Jedzie się naprawdę szybko.
Mnie podróż tam i z powrotem upłynęła bardzo szybklo i spokojnie. Pensacola ma naprawdę
ładne plaże. Zresztą - oceńcie sami.
Siedzę sobie na plaży. Bardzo dużo tu piasku, więcej, niż jestem w stanie zjeść.
Nauka chodzenia po piasku. Najpierw uczymy się chodzić po twardym, wilgotnym piasku,
na miałki piasek przyjdzie czas później.
Stoję sobie i obserwuję fale. Ale śmieszne! I szumią!
Przyszła fala i mnie zmoczyła! A to niespodzianka. Lubię się chlapać w wodzie.
A co tam jeszcze jest w tym pudełku z klockami? Ciekawe. Zauważcie, że chwilowo mam
kapelusik na głowie i go nie ściągam. Sama nie wiem, jak to się stało. Zazwyczaj w przeciągu
15 sekund od założenia mi czegoś na głowę moja głowa już jest odsłonięta.
Idziemy całą rodziną na spacer po plaży.
Bliskie spotkania z oceanem atlantyckim. Tylko mnie nie upuść, tata. Proszę! Ślicznie proszę!
Chyba się trochę opaliliśmy na tej plaży.
Impreza pożegnalna dla naszych babć (mojej babci Eli i babci Grzesia) odbyła się u Łosiów.