Zrobiło się wyjątkowo chłodno jak na sierpień - tylko 25 stopni w dzień, więc wybraliśmy się wszyscy na rowery.
No, może oprócz mnie i babci. My jeszcze nie umiemy jeździć na rowerze, więc babcia opiekowała się mną, gdy mama i tata
pojechali sobie pojeździć.
Zatrzymaliśmy się na odpoczynek rodzinny. Tata zamiast odpoczywać robi zdjęcia. Jak to tata.
Nauczyłam się klaskać buzią i właśnie demonstruję swą nową umiejętność.
Udało mi się opowiedzieć dobry dowcip. Rodzice mnie nawet zrozumieli i się z niego śmieją.
A może się ze mnie śmieją? Nie, na pewno się do mnie śmieją.
Babciu, jak robisz zdjęcie to pamiętaj o lampie błyskowej, bo zdjęcie wyjdzie za ciemne!
Parę dni wcześniej rozcięłam sobie skórę na palcu. Pan doktor na wszelki wypadek wsadził mi rękę do gipsu na dwa tygodnie.
Tak właściwie to nie jest gips, tylko specjalna masa polimerowa, którą polewa się wodą w charakterze utrwalacza i zastyga na kamień.
Całkiem nieżle sobie radzę w raczkowaniu - używam ręki w gipsie jako płozy do jeżdżenia po dywanie.